Opalaj się, ale tylko naturalnie!

Jak się opalać?

Jeszcze sto lat temu kobiety zakrywały szczelnie swoje ciała, spacerowały pod parasolkami, a o kąpieli w morzu mogły tylko pomarzyć. Jasna cera była oznaką elegancji, wyższej sfery, ale też i delikatności, co – jak wówczas myślano – podobało się płci przeciwnej. Taki kanon urody obowiązywał przez wiele wieków. Już w starożytności Greczynki i Egipcjanki nacierały swoją skórę maściami, które często zawierały skuteczne, acz szkodliwe, składniki. Natomiast w czasach Marii Antoniny popularne było pudrowanie twarzy na biało.

Stereotyp dotyczący opalenizny nie przetrwał do współczesnych czasów. Śniada cera, która w zamierzchłej przeszłości „zarezerwowana” była tylko dla klasy pracującej, jest obecnie traktowana najczęściej jako oznaka zdrowia i atrakcyjności. Zwolennicy opalenizny twierdzą nawet, że działa ona wyszczuplająco.

Solarium mówimy zdecydowanie NIE!

Należy jednak uważać, aby nie przesadzić z opalenizną. Solaria biją się o klientów, wymyślając różne promocje i niestety, większość konsumentów korzysta z szybkiego sposobu opalania. Tylko, dlaczego zapominają o skutkach? Lampy w solarium przenikają głęboko do naskórka, a promienie słoneczne działają powierzchniowo. Uszkodzenie włókien kolagenu i elastyny bywa czasem bezpowrotne, wiązać się może z permanentnym przesuszeniem się skóry, wiotczeniem oraz z celullitem. Poza tym 15 minut spędzonych w solarium równa się całemu dniowi spędzonemu na słońcu.

Palmy, plaża, słońce

Mitem jest również poprawianie wyglądu cery trądzikowej. Poprawa, owszem, występuje chwilowo, ponieważ skóra zostaje nazbyt przesuszona. Później gruczoły łojowe pracują podwójnie, niestety.

Jeśli powyższe argumenty nie przekonują, wybierając solarium trzeba uzbroić się w kosmetyki dobrej jakości. Przed seansem należy użyć kosmetyków chroniących przed „słońcem”, po seansie – kosmetyków „po opalaniu”, które spowolnią proces fotostarzenia się skóry oraz nawilżą i ukoją podrażnienia. Nie warto przesadzać z kolorem. Podobnie jak w opalaniu na słońcu.

Kąpiele słoneczne – tylko z ratownikiem Filtrem

Kremy z filtrami również należy – jest to wręcz imperatyw – stosować podczas wyjścia na słońce, czy to w celu opalania czy zwykłego spaceru. Nie ma znaczenia, jaki ma się kolor skóry i jak „szybko” się opala. Kremy z filtrami stosujemy głównie po to, aby naszą skórę odciążyć od podrażnień, przesuszeń i opóźniać procesy starzenia. Jeśli zależy nam na zdrowym (czyt. „brązowym”) wyglądzie, to powinniśmy mieć również na uwadze ogólną kondycję skóry, a nadmierne wystawianie jej na słońce, bez odpowiedniej ochrony, przyczynia się do częstszych wizyt u dermatologa i wydawania pieniędzy na odnowę naskórka, głębokie nawilżanie i inne zabiegi pielęgnacyjne.

Sklepy z kosmetykami naturalnymi oferują różne gamy preparatów do ekspozycji na słońcu, jak i po kąpieli w promieniach UV. Dostępne są kremy, spraye, olejki, balsamy, żele… w dodatku wodoodporne, a nawet delikatnie koloryzujące. Najczęściej używanymi organicznymi składnikami są masło shea i granat, które minimalizują ryzyko poparzeń słonecznych, utrzymują wilgoć i pielęgnują. Ciekawym składnikiem mineralnych kremów do opalania są substancje uzyskiwane z halofilnych bakterii, których naturalnym środowiskiem są mocno zasolone zbiorniki wodne. Popularne są również wyciągi z rumianku, słonecznika, nagietka, wiesiołka i niezastąpiony karoten.

Co po opalaniu?

By uniknąć podrażnień, warto użyć kosmetyków po opalaniu. Ich głównym składnikiem jest aloes – kojący wszelkiego rodzaju stany zapalne jest też doskonałym środkiem nawilżającym. Innymi nawilżającymi składnikami są np. rokitnik zwyczajny, oliwa z oliwek, olejek jojoba. Chłodzi i koi m.in.: wyciąg z róży, lawendy, zielonej herbaty, olej sojowy, olejek z migdałów.

Można, oczywiście, przedłużać trwałość opalenizny, pijąc soki z marchwi, jedząc produkty o dużej zawartości beta-karotenu, np. suszone morele, brzoskwinie, słodkie ziemniaki, kalarepkę, jarmuż, melony, kabaczki, szpinak.

Czy opalanie jest zdrowe?

Opalać się jednak trzeba. Słońce działa niezmiernie pozytywnie na psychikę człowieka. Dzięki promieniom słonecznym produkowana jest witamina D, odpowiedzialna za zdrowe i mocne kości, za układ odpornościowy, przyśpieszanie procesów gojenia się ran. Wystarczy 15 minut słonecznych kąpieli, by pokryć dzienne zapotrzebowanie organizmu na witaminę D, a nawet gromadzić zapasy na pochmurne, zimowe dni.

Przekraczając zalecane dawki, nawet te dopasowane do fototypu, mogą spowodować trwałe uszkodzenia warstw naskórka, atopowe zapalenie skóry, przebarwienia i poparzenia. Te ostatnie są, niestety, najczęściej bagatelizowane.

Nie ma stuprocentowego bezpiecznego opalania?

Jest, niestety przy znikomym udziale słońca. Kwalifikują się tu wszystkie zabiegi typu natryskowa opalenizna czy najpopularniejsze środki typu samoopalacze. Sklepy oferujące kosmetyki naturalne również umożliwiają zakup samoopalaczy. W asortymencie znajdują się olejki brązujące na bazie olejku z buriti czy oleju z pestek moreli. Jednak podstawowym składnikiem przyciemniającym naskórek jest dihydroksyaceton (DHA). Podczas smarowania zachodzi proces chemiczny, widoczny po kilku godzinach w postaci właśnie przybrązowionej skóry. Przed nałożeniem samoopalacza należy zawsze wykonać peeling, w innym przypadku może dojść do niechcianych plam i przebarwień. Mankamentem samoopalaczy jest również krótkotrwałość „opalenizny” i pomarańczowy, sztuczny kolor.

Wybór, jak zwykle, należy do konsumenta. Warto pamiętać o dobroczynnych właściwości słońca oraz o tym, że na naszej szerokości geograficznej jest stosunkowo mniej miesięcy „słonecznych” i ciepłych. Dlatego warto skorzystać z dobrej pogody – iść na spacer czy nad rzekę, poleżeć i „złapać brąz”, nie zapominając jednak o ochronie skóry. Skórę ma się tylko jedną, dla wielu skóra jest jak wizytówka, zatem warto o nią zadbać. Jak? Mądrze korzystać z dobrodziejstw natury, a rozsądnie ze słońca.

Autor: Magdalena Gawlak